XIX Mistrzostwa Polski w Nocnych MnO 2010

Reprezentanci Salamandry: sztuk 5.

Miejsca: 10, 19(x2), 22(x2)

Ważne wydarzenia: Prezes zdał egzamin na Przodownika INO. Od soboty 6 marca 2010 mamy już w Salamandrze  dwóch przodowników.

Mapy: Na wszystkich chodzenie na azymut. Najciekawsza mapa 3 etapu - wydrukowana na płycie CD.

Dramatyczne wydarzenia: awaria samochodu przed powrotem do domu - strach zajrzał nam w oczy..

Niespodziewane wydarzenia: kontrola straży granicznej..

Zdjęcia: Tutaj oraz Tutaj

Relacja Wojtka

Zimno.. Bardzo zimno. Zarówno w bazie imprezy (świetlica wiejska w Chmielnie koło Lwówka Śląskiego) jak i na etapach. Ponieważ w ostatnim tygodniu było dość ciepło zdecydowałem się na lekką kurtkę.

Nieoczekiwanie temperatura pierwszej nocy spadła do -14 stopni. W takich warunkach polar (+ 2 bluzki) nie wystarcza. Dwa nocne etapy - łącznie 6 godzin marszu. Generalnie, jak już się rozruszałem było ciepło. Ale gdy nad ranem wróciliśmy do bazy - temperatura w pomieszczniu "rozwalała" - było jakieś +2, może +3 stopnie.. Zmiana spodni na suche (znaczy się "bez śniegu na nogawkach"), wymiana skarpet i we wszystkich bluzach do śpiwora.. Higiena? Nawet wymyłem kilka razy zęby i ręce - ale nic ponadto..

Zwiedzanie Lwówka Śląskiego. Bardzo nam się podobał ratusz. Miał ciepłe grzejniki, na których zaraz się rozsiedliśmy... W ratuszu było tak ciepło, że część osób została nawet na posiedzienie komisji Imprez na Orientację PTTK... Po prostu autobus miał nas zabrać do bazy dopiero za 2 godziny - a w "sali obrad" dało się zdrzemnąć w cieple..

Drugiej nocy byłem jak Shrek - miałem warstwy: podkoszulka, bluzka 1, bluzka 2, bluza 3 , polar.. Dodając do tego, że tym razem było cieplej (-11), chodziło się bardzo przyjemnie, a podczas biegania było nawet gorąco.

Ostatecznie w lesie, "na etapach"  spędziliśmy 10 godzin - 6 pierwszej nocy i 4 drugiej.. Po przeliczniu kalorii wedłu stawki za "polowanie" (chyba najlepiej oddającej wysiłek podczas marszu na orientację - odcinki biegu, jak i czytanie mapy, czy azymut przez krzaki) wyszło mi minus 4000 kcal. Natychmiast zresztą uzupełnione gorącymi kiełbaskami z ogniska (łącznie 3 sztuki) i bułkami. Gdyby nie te kiełbaski - byłbym pół kilograma do przodu -  ale w lesie, o 3 rano, przy 10 stopniowym mrozie inaczej się patrzy na kalorie i odchudzanie.

Bardzo ciekawe były dyskusje po jednym z etapów o nazwie "Młody Astronom". Na mapie były zaznaczone "orbity" różnych planet, w które należało wpasować wycinki wg. kolejności. W związku z pomyłką autora (zamiana kolejności Marsa i Jowisza) doszło do takiej wymiany zdań: "Czy na Marsie były pola? - Nie pełno drzew. - Pola były na Jowiszu. Na Marsie rósł gęsty las". Ciekawie to musiało brzmieć z boku :) 

Ostateczne miejsce 19 (na 24 startujące drużyny) jest zupełnie wystarczające - nie byliśmy ostatni - a taki był nasz cel. Aby zająć miejsca lepsze należałoby częściej jeżdzić na imprezy z cyklu Pucharu Polski - a to czasochłonne i kosztowne. Ale od czasu, do czasu...

Może Indywidualne Mistrzostwa Polski w Marszach na Orientację na początku czerwca?

 

Relacja Prezesa (już Przodownika InO!!!)

Nareszcie po...W zasadzie chłopaki napisali już wszystko. Moje wrażenia? Mieszane. Cieszę się, że pojechaliśmy, zaznaczyliśmy wyraźne ślady "Salamandry", nowe znajomości, kontakty i nadzieja na następne starty.

Minione mistrzostwa pokazały nam czego nie robić. Wprawdzie atmosfera była wspaniała, wręcz rodzinna (co zapewniła nam ciasna, zimna i zawilgocona sala wiejskiej świetlicy w Chmielnie) to jednak czuło sie spory niesmak. Nie było prawie widać organizatorów, chyba, że za tych uznać strażaków miejscowej OSP (wielkie BRAWA dla nich za organizację!). Organizatorów widać było jedynie w bazie (oddalonej ok 100 m od świetlicy) oraz na etapach. Do dziś nie wiem, jak wygląda sędzia główny. Może przeoczyłem...

Etapy były przygotowane świetnie. 1 etap był rozgrzewką i pokazał nam, jak wiele musimy się nauczyć. 2 etap warto przemilczeć - tu prawie wszyscy się wyłożyli. 3 i 4 etap to etapy przyjaźni - różnice między pierwszymi a ostatnimi zawodnikami były bardzo niewielkie. Fajne mapy, choć wszystkie takie "tematyczne", na azymuty.

Chwała Mirkowi, że przejechał całą trasę tam i z powrotem za kierownicą. Choć z tym powrotem nie było wesoło. Złośliwość rzeczy martwych spowodowała, że nie wyjechaliśmy o czasie i dopiero interwencja voo doo(*) i ingerencja w "bebechy" naszej maszyny, spowodowały, że w ciągu 6,5 godziny dotarliśmy z powrotem do domu.

Dzięki Mirkowi, Wojtkowi, Marcinowi i Krzysiowi za wspaniałe towarzystwo i obecność na zawodach. Miejmy nadzieję, że to początek marszu w górę zawodników Salamandry. Następne zawody będą jeszcze lepsze. No i następne punkty do Pucharu Polski!

 

(*) Rytuał VooDoo polegał na tym, że "fachowiec" przed przystąpieniem do "naprawy" silnika napisał na nim "Na sprzedaż". W ten sposób odpowiednio przestraszony silnik miał większą motywacje aby znowu pracować. Po "naprawie" nie było już żadnych problemów z silnikiem :)