27 marca 2010 - II Droga Krzyżowa na Liwocz

A było to tak...

27 marca o godzinie 6 rano pod gimnazjum nr 2 zebrała się  duża (36 osobowa) grupa młodzieży (i nie tylko młodzieży) młodej duchem i ciałem, chcącej wziąć udział w przeżyciu duchowym i krajoznawczym.

Wyjechaliśmy. Po drodze zatrzymanie w Sędziszowie - tam Ania i Piotrek wsiedli. Potem w Dębicy, gdzie dołączyła nasza "salamanderka" Karolina. A w Dębicy...jaka chmura! Chyba nie będzie padać? Jedziemy dalej. Po drodze Pilzno, Brzostek, Kołaczyce...Jesteśmy na miejscu. Zatrzymujemy się na przystanku w miejscowości Ujazd. Wysiadamy i formujemy kolumnę. Ktoś bierze krzyż. Wspinamy się pod górę i jesteśmy pod krzyżem milenijnym w Ujeżdzie. Tu pamiątkowe zdjęcie i niesamowite poświęcenie księdza Grzegorza, który robi fotki nawet z pozycji horyzontalnej.

Idziemy dalej. Wspinamy się i wspinamy. A widoki coraz ciekawsze. Góry i doliny z przewagą tych pierwszych. Nikt nie narzeka, każdy idzie żwawo. Jesteśmy na początku drogi krzyżowej. Posilamy się, przygotowujemy do wejścia. Ktoś bierze krzyż. Potem będzie wędrował z rąk do rąk co stację. Zaczynamy...stacja I, II, III...X i XIV. Dochodzimy na miejsce. Stacja XV...Jest!  Zastanawialiśmy się, czy krzyż z tamtego roku stoi. Ustawiamy krzyż przy tamtegorocznym. Jest już dwa. Za rok postawimy nowy...

Po odpoczynku i modlitwie schodzimy na dół. W Brzyskach czeka Heniu w swym autobusie. Jedziemy dalej. Kolej na Sękową. Tutaj proboszczem jest znany nam ksiądz Janusz Kurasz. Kilka lat temu był u nas na parafii w Kolbuszowej. W starym, drewnianym kościółku Grzegorz odprawia piękną i nastrojową mszę.

Po kolejnym pamiątkowym zdjęciu, wsiadamy do autobusu. Ciągle nie pada...

Jedziemy do Ciężkowic. Tutaj wchodzimy do rezerwatu "Skamieniałe Miasto". Wędrujemy po skałkach. Spacer jest przyjemny, upływa na fotografowaniu i rozmowach. Schodzimy do Ciężkowic. Coś by może zjadł? Ale w Ciężkowicach trudno o to. Może po drodze coś znajdziemy. 

Za Tarnowem zatrzymujemy się w "Taurusie" na kolacji. Wreszcie pełny żołądek. Liczni są zadowoleni. Więc można wracać. Po drodze zostawiamy Karolinę, potem Anię i Piotrka. Kolbuszowa. KONIEC wyprawy.

 

Dziękuję wszystkim za wspaniałe towarzystwo, szczególnie naszym przyjaciołom z SKGK "Przygoda" z Nowej Sarzyny, którzy z poświęceniem wcześnie rano dołączyli do nas.

Droga krzyżowa na Liwocz za rok. Pokazała nam, że w naszym kolbuszowskim środowisku istnieje głód krótkich wycieczek turystycznych. Następna już niebawem. Obiecuję, jakem prezes.