12-14 marca 2010 - wyjazd Szkolnego Koła Turystycznego do Głobikowej

 

-->  Galeria zdjęć  <--

Pierwszy w tym roku wyjazd Szkolnego Koła Turystycznego stał się faktem...Długo oczekiwany (od listopada chyba, a może i wcześniej) był wspaniałą imprezą.

W piątek, 12 marca, 16 osobowa grupa stawiła się o godzinie 15.10 na dworcu autobusowym, aby wyruszyć w drogę. Najpierw autobusem do Rzeszowa, później pociągiem do Dębicy, a na koniec PKS do Głobikowej i wreszcie...JESTEŚMY! Głobikowo witaj nam! Po długiej drodze z kilkoma przygodami w pociągu i z tubylcami w autobusie do Głobikowej) wreszcie jesteśmy w ciepłym i przyjaznym schronisku. Powitanie przez gospodarza Grzegorza, ciepła herbatka, kolacja i bilard do rana...A rano...

Sobota 13 marca. Pobudka...ciężko wstać, kiedynie trzeba. A na zewnątrz - śnieżyca, że świata nie widać. Ale coś trzeba robić. Ile można grać w bilard i pić herbatę? Mirek z Damianem i Masą zebrali się i poszli sprawdzać teren pod przyszłe zawody na orientację (pod koniec listopada). A my? Cóż...idziemy! To co, że sypie i wieje. Wyprawa miała być krótka, ale jak wyszliśmy, to i doszliśmy. Po drodze oczwiście niektórzy badali głębokość śniegu po rowach oraz jego wilgotność na niektórych (mniejszych) osobach. Były zdjęcia, bo w końcu miał być i plener fotograficzny (patrz galeria zdjęć). I wreszcie doszliśmy na Zamczysko. A tam juz na nas czekali...i zaczęła się wojna. Siły były nie równe, ale wojna była zaciekła i zakończyła się remisem. Mirek poprowadził grupę na skróty (zakończyło się na jeździe na tyłku i innych częściach ciała). Wreszcie cali i mokrzy dotarliśmy do schroniska (niektórzy na czworakach -> Piotruś:)

W schronisku oczywiście wielkie suszenie i jeszcze większe żarcie. Mały turniej w bilarda i cała (prawie) noc szaleństw.

W niedzielę od rana ruch wielki wświetlicy i kuchni, no i wizyta w miejscowym kościele. Do autobusu jeszcze czas,więc poleniuchowaliśmy nieco. Trzeba wracać.

Powrót do domu upłynął dosyć szybko. Znowu PKS, znowu pociąg, a na końcu niespodzianka: powrót z Rzeszowa pośpiesznym relacji Rzeszów - Kielce. W wygodzie i ciepełku wróciliśmy do Kolbuszowej. Wszędzie dobrze, ale w domu...

Dziękuję wszystkim, którzy poświęcili swój cenny czas na podróż i pobyt w Głobikowej. Mam nadzięję, że warto było. Dziękuję Mirkowi za poświęcenie swojej cierpliwości w opiece nad niesfornymi Salamanderkami.